Alan Watts

Spektrum miłości i Miłość do oceanów

22,90 

Brak w magazynie

 

[WYKŁAD W PRZYGOTOWANIU]
Dowiedz się jak tylko ten wykład będzie dostępny.
Zapisz się do Newslettera.

 

Spektrum miłości

„Wiemy, że od czasu do czasu wśród ludzi pojawia się ktoś, kto wydaje się emanować miłością w sposób równie naturalny jak słońce emanuje ciepłem. Chcielibyśmy też tak umieć, a większość religii zajmuje się właśnie tym, jak kultywować tą umiejętność u zwykłych ludzi. Niestety jednak zwykle zabierają się do tego jak ktoś, kto chce aby to ogon machał psem, a nie odwrotnie (…)

(…) Nie da się tego posiąść naśladując innych, nie wiadomo jak to zdobyć, a jednak musimy to mieć. Bo ludzkość nie rozkwitnie i nie doświadczy życia w harmonii, jeżeli nie nauczymy się wzajemnie się kochać. Pytanie brzmi, jak to zrobić? Czy można to wycisnąć, jak wyciska się krostę? A może rację mają teologowie, którzy twierdzą, że jest to po prostu Łaska, która jednym jest dana, a innym nie? A jeżeli na łaskę nie można w żaden sposób zapracować – jak twierdzą kalwiniści – równie dobrze można po prostu siedzieć i czekać.”

Czy miłości można się nauczyć? Czy do miłości można kogoś zmusić? Czy można kochać innych nie kochając siebie? Czy kochanie siebie to egoizm? Czy miłość do drugiej osoby, do zwierząt lub do Boga – czy to ta sama miłość? Czym tak naprawdę jest ta siła zwana miłością? A może istnieje całe SPEKTRUM MIŁOŚCI tak jak białe światło składa się z wielu barw?

Miłość do oceanów

[od minuty 27:37]
W zaciszu swojej barki w Sausalito w Kalifornii Alan Watts w pięknym poetyckim rozważaniu opowiada o swojej miłości do oceanów.

„(…) I chociaż rytm bicia fal wyznacza czas, nie jest to czas zegara ani kalendarza, nie ma w nim nic naglącego. To czas bez czasu. Wiem, że wsłuchuję się w rytm, który wybrzmiewa od milionów lat. Wyniesiony poza świat niestrudzenie bijących zegarów. Zegary zawsze wydają się maszerować, a marsz – tak jak marsz wojska – zawsze kończy się katastrofą. Rytm fal nie jest rytmem marszowym. Harmonizuje z oddechem. Nie liczy naszych dni, nie jest pulsem skąpca, który wciąż sprawdza, ile jeszcze mu zostało. To oddech wieczności. Tak, jak we wdechu i wydechu Brahmy z mitologii hinduskiej, w falach rozpuszcza się wszystko, bez końca i na zawsze. Jako koncept brzmi to zatrważająco i monotonnie, – Ale poczekaj, aż usłyszysz fale nadciągające i rozbijające się o brzeg (…)




Możesz lubić także…